Początki kawowej przygody, cz. II

Jednym z pierwszych „przełomowych momentów” w mojej nauce malowania wzorków na kawie był zakup własnego ekspresu ciśnieniowego na początku studiów, który mimo niskiej ceny miał świetną dyszę do pienienia mleka (tzw. steamer). Z łatwością udawało się dzięki niej uzyskiwać piankę niezbędną do latte, a także do tego, by utrzymywała się ona na cremie (piance powstałej przy ekstrakcji espresso). W tym momencie kupiłem również pierwszy, bardziej profesjonalny dzbaneczek do spieniania mleka (mam go i używam do dziś!) o pojemności 300 ml – wystarczał w zupełności do stworzenia cappuccino w domowych filiżankach. Poza spienianiem mleka zacząłem również ćwiczyć jego polerowanie („mieszanie” piankiz mlekiem, żeby struktury połączyły się ze sobą tak, aby nie było żadnych pęcherzyków powietrza – wtedy mleko jest idealne do rysowania).

Jedno z pierwszych serduszek w domu

Po pewnym czasie serduszko już nie stanowiło większego problemu, tulipan zaczął przypominać tulipana, a dodatkowo zacząłem bawić się w rozety, które kończyły się na jakichś pseudo paprociach, liściach, bądź po prostu rozlanej piance. Poza tradycyjnymi wzorami zacząłem również interesować się rysowaniem na kawie przy pomocy łyżki/łyżeczki. Okazało się to prostsze, niż myślałem – wylewanie mleka kończyło się na stworzeniu kółka/kółek, a cała reszta dopełniania była nałożeniem dodatkowej pianki i użyciem wykałaczki do stworzenia detali. Pierwsze kotki i pieski zaczęły gościć na moich kawach, a mój zakres możliwości wciąż rósł.

„Ni to rozeta, ni to paproć…”

Próbowałem nawet znaleźć pracę dorywczą w jakiejś kawiarni, jednak w mieście, gdzie studiowałem nie było praktycznie nic – ani pracy, ani kawiarni. Szczytno mimo iż jest pięknym miastem, z cudownymi jeziorami, to jednak jest to miasto bardziej na wakacje, niż na szersze perspektywy zamieszkania i podjęcia pracy. Podczas wakacji, w swojej rodzinnej Świdnicy również, rozglądałem się za miejscem gdzie mógłbym pracować jako barista. Jednakże i tam bezskutecznie.

W końcu moja kariera studenta dobiegła końca (mimo, że przedwcześnie, to jestem z tego powodu zadowolony – nie spełniałem się studiując Zarządzanie na WSPolu, to nie było dla mnie). Po tym zakończonym rozdziale przyszedł czas na zainteresowanie się bardziej baristyką i przeprowadzką do Wrocławia, gdzie perspektywa pracy w tym zawodzie była o wiele szersza – tyle przecież tu dobrych kawiarni!

„Baby Yoda”

Z początku było mi ciężko zabrać się za jakiekolwiek CV, oraz rozsyłanie go na maile z ofert, których kilka się pojawiało. Po pierwszej „turze” mojego szukania pracy nie było żadnego odzewu (dziś już wiem, że wysłanie samego CV, to zdecydowanie za mało). Po miesiącu bezczynności w nowym miejscu miałem już powoli tego dość, a jednocześnie usilnie próbowałem znaleźć jakąkolwiek pracę. W końcu pojawiła się oferta pracy w istniejącej jeszcze wówczas kawiarni na wrocławskim rynku. Tym razem postanowiłem, że będzie to ostatnia szansa na jakąkolwiek zmianę. Sfrustrowany wcześniejszymi niepowodzeniami,  a także obawami o to, czy w ogóle ma to jakikolwiek sens, wydrukowałem swoje CV i postanowiłem zanieść je osobiście. Po wejściu do lokalu wystrój mnie zachwycił, a w połowie drogi między drzwiami i barem przywitał mnie kelner, który spytał w czym może pomóc. Powiedziałem mu więc, że przyniosłem CV, bo znalazłem ofertę pracy i jestem nią zainteresowany.

„Słonik”

Okazało się, że tego dnia był obecny manager kawiarni, do którego od razu zostałem skierowany by zostawić swoje podanie. Byłem lekko zestresowany, jednak potrzeba podjęcia pracy wygrała z nerwami i rozmowa wcale nie okazała się taka straszna jak myślałem. Po kilku/kilkunastu minutach zostałem zaproszony na dzień próbny, podczas którego miała mnie przeszkolić główna kierowniczka (również baristka z zamiłowania). Okazało się, że większość potrzebnej wiedzy i umiejętności już posiadam, więc szybko poszło. Zostałem baristą w kawiarni, co rozpoczęło moją bardziej profesjonalną przygodę z kawą…

Tymi dwoma wpisami wstępu chciałbym Was zachęcić do pozostania wraz ze mną i śledzenia dalszych losów, oraz pojawiających się już od następnego wpisu przepisów na kawy.

 

Niech kawa będzie z Wami

2 komentarze do “Początki kawowej przygody, cz. II”

  1. Pingback: Kawowa Przygoda, cz. III – Mów Mi Barista

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.