Czy warto kupować kawy leżakowane?

Przeważnie szukając kaw, dużo osób sięga po najświeższe wypały. Mówi się, że im świeższe ziarno kawy tym lepsze, ale czy na pewno? Dzisiaj przyjrzymy się tej kwestii i spróbujemy kaw z innego sortu.

Zanim przejdziemy do kwestii wypału, warto powiedzieć w skrócie co jest istotne na paczce kawy i osobiście zwracam uwagę:

  • Kraj (gdzie mam proste skojarzenia np. Etiopia – kwiatowe kawy, Brazylia – czekolada, Gwatemala – czekolada z nutami cytrusów),
  • Nuty smakowe wyczuwalne przez roastera (czyli to, co osoba wypalająca czuła pijąc daną kawę, zapisana na paczce),
  • Wysokość uprawy (im wyżej uprawiana kawa, tym najczęściej jest ona bardziej owocowa, czysta w smaku i pełna),
  • Region skąd kawa pochodzi,
  • Stopień wypalenia (jasny, średni, ciemny),
  • Gatunek ziarna (np. typica, yellow bourbon, caturra),
  • Punktacja SCA (punktacja przyzwana przez ekspertów ustawiając kawę w rynku speciality, gdzie 80+ już je kwalifikuje)
  • Data palenia, która jest główną gwiazdą artykułu.

Przykład paczki kawy ze wszystkimi najważniejszymi informacjami. Data palenia jest na spodzie paczki, jako forma naklejki, więc też jest oznaczona, choć niewidoczna. 😉

Jednak nie zawsze mamy tak dogodną sytuację, gdzie na paczce znajdą się wszystkie te rzeczy na raz. Dlatego przedstawię trzy najważniejsze punkty spośród wcześniej wspomnianych.

Kraj oraz region – dzięki którym mamy pewność skąd pochodzi ziarno, nie będąc oszukanym przez producenta.

Dlaczego mówię o oszustwie? Niestety kawy w marketach często mają podane w opisie „ziarna pochodzą z Brazylii” lub „ziarna zbierane od małych farmerów w Ameryce Południowej”. Takie opisy mogą być zwykłym chwytem marketingowym, a do paczek wrzucane są byle jakie ziarna, słabej jakości, z ubogim wachlarzem aromatów. Coraz częściej marki podążają za trendem i piszą nieco więcej o swoich ziarnach, ale nadal zdarzają się takie „perełki”, których warto unikać.

Stopień wypalenia – pozwoli dobrać przyrządzanie danej kawy i wiedzieć, jak może smakować.

Jasny wypał ma największe pole do popisu, gdzie ziarno posiada dużo wyczuwalnych nut owocowych, jak i kwasowości. Najczęściej jest używana do przelewów.

Średni wypał (nazywany też omniroast) ma wyczuwalną słodycz, a kwasowość zanika i wpada drobna gorycz. Można ją pić jako kawa przelewowa, ale też i bawić się z espresso/kawiarką.

Ciemny wypał posiada większą gorycz i nieco mniejszą słodycz. Im ciemniej wypalona, tym można czuć nieprzyjemne nuty wynikające z samego bębna. Używana głównie do espresso.

Data palenia – kiedy ziarno zostało wypalone przez roastera.

Data palenia jest chyba najbardziej istotna, a jeżeli jej nie ma na paczce, to może być to powód do lekkich zmartwień. Powyższe zdjęcie przedstawia dwie kawy z widoczną datą przydatności. Trzecia paczka również ją posiada, ale obcięłam górę opakowania i już jej tam nie ma.

Czasami palarnia robi „duże” wypały np. dwa razy w roku lub nawet i raz, sprzedając przez cały rok to samo i widzimy tylko datę przydatności (rok do przodu, a nawet i dwa) lub nie uważa tego za istotne dla konsumenta.

Najczęściej data spożycia jest używana, przez wymóg, bo kawa jest „jedzeniem” i warto to zapisać, aby klient się przypadkiem „nie otruł”. Całe ziarna kawy przechowywane w suchym miejscu, w swoich opakowaniach mogą stać pewnie i z pięć lat, ale warto na nie zerknąć przed użyciem (aby nie trafić na dziwną pleśń, co może się zdarzyć). Choć nie wydaje mi się, żeby ktoś tak długo miał otwartą kawę – tak szybko znika w kubku…

Pomimo braku daty palenia moje kawy są smaczne, ale ciężko ocenić czy warto je pić w pierwszej kolejności, aby nie wywietrzały i nie uleciały w niej wypisane aromaty oraz smaki przez danego producenta.

Dzięki trzeciej fali kawy, świadomość spożywanego naparu wzrasta, – wliczając w to również jego świeżość. Im bardziej świeże ziarna, tym nuty smakowe oraz aromaty są lepiej wyczuwalne, dając pełen potencjał i zadowalając konsumenta. Jednak tutaj też trzeba uważać. Tuż po paleniu ziarna mają w sobie dużą ilość dwutlenku węgla. Przez to kawa podczas parzenia może się „pienić”, a nawet „buzować” – może być to problematyczne szczególnie przy espresso. Z własnego doświadczenia – próbując kawy kilka dni po wypale, bywały one różne… Raz dobre, raz średnie, raz nijakie. Niestety bąble były mocniejsze, a sam proces parzenia bywało szalony.

Dlatego mając świeżą pozycję, musicie poczekać przynajmniej tydzień dla lepszego efektu i spokojniejszego parzenia. Dużo osób jak i same palarnie polecają picie kawy od tygodnia do 3 miesięcy po wypale. Wtedy jest pewność, że kawa zdążyła odgazować i ma pełnie smaku.

Czy po trzech miesiącach nadal będzie dobra?

Oczywiście, że tak! Jednak im dalej od daty palenia, tym nuty lub aromaty samego ziarna zaczynają się utleniać. Czytając Internety – kawy z Afryki (np. Kenia, Etiopia) mogą utrzymać swoje charakterystyczne nuty nawet do 5 miesięcy, bo są bardzo intensywne.

Czym jest kawa leżakowana?

Czasami na stronach z kawą można zakupić kawy z Outletu lub Kawę Leżakowaną, mówiąc o palarni Manufaktura Kawy. Są to kawy, które zostały wypalone już powyżej pewnego czasu (od dwóch tygodni i dalej), a które nie „zeszły” i można je zakupić w tańszej cenie.

Przykład produktów z outletów, z palarni Hayb oraz sklepu Coffeedesk.

Kawy leżakowane to ziarna, które nie zostały kupione na świeżo tak jak w przypadku outletu kawowego, jednak palarnia Manufaktura Kawy na swojej stronie okleja je specjalną nalepką, co jest miłym dodatkiem. Najczęściej kawy mogą mieć od dwóch tygodniu do miesiąca od daty palenia. Powoduje to, że można je zakupić taniej i będą gotowe do spożycia (bez czekania na odgazowanie).

Manufaktura kawy i trzech jeźdźców

Są to ich trzy nowe pozycje, które otrzymałam w wersji „leżakowanej”. Oznacza to, że od razu mogłam ich próbować bez czekania na odgazowanie. Oczywiście kto będzie skuszony i ma dużo kawek na półce, może kupić świeży wypał (czasami się zdarzy nawet dwa dni po wypale), aby swobodnie czekały na swoją kolej.

Kenia Nyeri Kagumoini

Tak jak widzieliście wcześniej na podstawie etykiety, wszystko co ważne jest zapisane na ich kawach. Pierwsza wpadła myta Kenia, które są moimi osobistymi faworytami. Duża kwasowość, typowa dla kaw Afrykańskich. Nuty wyczuwalne to maliny, czerwone owoce, porzeczki, czyli to co osobiście uwielbiam. Kawa wypalona ma już miesiąc, a czuje, że jest teraz w pełni swoich możliwości.

Indonezja Sumatra

Druga to Indonezja Sumatra, w obróbce naturalnej. O dziwo jestem mocno nią zaskoczona i nie spodziewałam się takich smaków. Parząc ją pierwszy raz nie patrzyłam na nuty i leciałam na żywioł. Myślałam o nutach czekoladowych i trochę cięższych. A wiecie co? Wpadła dzika kwasowość.

Pijąc ją było soczyście, nawet i malinowo podobnie jak wcześniejsza Kenia, choć z tonującą się słodyczą miodu. Jest to idealne połączenie słodyczy i kwasowości, więc dana pozycja, może być czymś, kto boi się spróbować Kenii.

Nikragua Los Pinos

Nikaragua, jako jedyna przywitała mnie z obróbką anareobic. Dzięki temu jest tutaj duża wariacja między smakiem, a obróbką. Anareobic jest fermentacją drożdżową, która dzieje się w laboratoriach lub w kontrolowanych warunkach przez człowieka. Zielone ziarno fermentuje, wydobywając lub dokładając dodatkowych atutów do danej kawy.

W naparze jest połączenie między czekoladą, ciasteczkami korzennymi, a czymś słodkim, jak dżem. Smakuje smacznie w dripie jak i kawiarce, co rzadko się zdarza w jasnym wypale. Więc tutaj pozycja jest bardziej jesienna i może poprawić dzień.

Podsumowanie

Nie zawsze trzeba sięgać po najświeższe wypały, aby mieć smaczną kawę w domu. Warto jednak pilnować, czy paczki posiadają datę wypalenia, dzięki czemu jesteśmy pewni swojego ziarna i nie musimy martwić się o jego świeżość. Im świeższa tym lepsza, ale gdy nie mamy kawy w domu to warto poszukać kaw leżakowanych, oszczędzając parę groszy i ciesząc się nadal zacnym smakiem. Smacznej kawusi Wam życzę!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.