Kawowe recenzje #13 – Kawa z Biedronki

Hit, czy kit? Kawa marki Biedronka, to dość kontrowersyjny temat.. Ale czy aby na pewno? To w ogóle da się pić? Cóż, przekonajcie się sami!

Na samym wstępie zaznaczę, że nie jest to artykuł sponsorowany – stworzyłem go na własną rękę. Tak się stało, że nie otrzymałem odpowiedzi na maila, więc postanowiłem wybrać się do „Biedry”, aby nieco uświadomić Was o tych często widywanych kawach.

Wydawać by się mogło, że kawy z sieciówek już na starcie są skreślane tylko przez to, że to „kawy z marketu”. Co prawda nie wszystkie z nich zasługują na uwagę, ale również nie wszystkie – na odrzucenie. Takie kawy to z reguły tzw. segment „commodity” (kawy komercyjne o wyższej jakości ziaren niż zazwyczaj- przynajmniej w założeniu) – innymi słowy to segment gdzieś pomiędzy Premium, a Exchange.

W myśl Trzeciej Fali Kawy, która ma na celu świadome podejście do ziaren, również niektóre sieciówki, a także palarnie produkujące kawy nie tylko dla baristów, postanowiły podejść do tego bardziej profesjonalnie. Coraz częściej można natrafić na akcje lokalnych palarni, które umieszczają swoje kawy w sklepach typu Biedronka, czy Lidl – tak np. było z kawami UNA PALONA (i dalej one się tam pojawiają!). Jednak tym razem przyjrzymy się nie lokalnej, a „markowej” palarni.

Kawy z Biedronki przez cały rok występują w dwóch odsłonach – są to ziarna z Brazylii i Ethiopii. W okresie jesienno-zimowym, do kolekcji dołącza Honduras, Indie oraz kilka innych, które niebawem powinny się pojawić w sklepach. Są to kawy tworzone z myślą o rozpowszechnianiu świadomości co do ziaren – skąd pochodzą, jakie aromaty zawierają. Te właśnie informacje zapisane są na paczkach, w przystępny dla każdego sposób.

Ziarna w kawach z Biedronki wypalone są dość mocno. Coś pomiędzy ciemnym, a średnim wypaleniem. Co to oznacza? Powinny dobrze wypaść w ekspresie, kawiarce, a gorzej w filtrach (Chemex, Drip). Osobiście od dłuższego czasu korzystam z tych ziaren, jeśli chcę przyrządzić sobie espresso – w stosunku jakości do ceny wypadają całkiem przyzwoicie. Na potrzeby własne, a także aby rozwiać Wasze wątpliwości – przetestowałem 4 rodzaje kaw na Dripie, French Pressie i AeroPressie. Jesteście ciekawi jak smakują i czy w ogóle warto je kupować? Zapraszam do dalszej części!


Brasil Mogiana


Pierwszą z testowanych kaw, a zarazem pierwszą z jaką miałem styczność, jest Brazylia. Składa się w 100% z Arabici, a smak opisany jest w następujący sposób: „charakteryzuje ją łagodność oraz balans między kwaskowatością owoców jagód, a posmakiem orzechów”. Dodatkowo na paczkach znajdziemy oznaczenia „intensywność i kwaskowatość” – w tym przypadku pierwsze z nich punktowane jest na 3, a drugie na 2 (w skali do 5).

Tuż po otwarciu paczki poczujemy mocno orzechowy zapach, z nutami czekolady. Po ich zmieleniu aromaty zyskują na intensywności, a dołącza do nich lekka słodycz – podobna do karmelu. Mogę powiedzieć, że na espresso wychodzi bardzo smaczna, jednak przy obecnych warunkach domowych nie jestem w stanie doprecyzować parametrów na tyle, żeby przygotować w miarę solidny obraz.

Brazylia na Dripie V60

Podstawową metodą alternatywną, której używam do sprawdzania kaw jest właśnie dripper. Nie tylko dlatego, że jest wygodny w użyciu, ale również oddaje prawie pełne spektrum parzonych ziaren. Tutaj użyłem standardowego pod drip mielenia i proporcji 6g kawy na 100g wody. Całość wyniosła 18g kawy i 300g wody o temperaturze 95 stopni Celsjusza. Czas parzenia to 3:30 razem z 30-sekundową preinfuzją. Wszystkie kawy na dripie zalewałem w następujący sposób: 0:00 – 0:30 preinfuzja, 0:30 dopełnienie wody do 100g, 0:50 50g wody, 1:05 50g wody, 1:20 50g wody i 1:35 ostatnia porcja 50g wody.

W pierwszym momencie wyczuwalna była w smaku czekolada, której miejsce szybko zajęły orzechy (w kierunku orzechów włoskich). Słodycz dominowała nad kwasowością, a całość dopełniała przyjemna goryczka. Co prawda całokształt był dość płytki, jednak nie na tyle by nie dało się go wypić. Dla fanów niezbyt „dziwnych” kaw, ta opcja jak najbardziej na plus.

Brazylia we French Pressie

Drugą metodą, w której sprawdziłem kawę z Biedronki „Brazylia Mogiana” był zaparzacz tłokowy. Tutaj ziarna zmieliłem dosyć grubo, jednak bez przesady – jeśli będą duże fragmenty ziaren, to całość nie zdąży się właściwie zaparzyć. Standardowo 6g kawy na 100g wody, co dało 18g kawy i 300g wody przy całości. Woda miała temperaturę 95 stopni, a czas parzenia nie przekroczył 4 minut.

Za pierwszym razem spróbowałem zalać zmielone ziarna bez preinfuzji, jednak nie polecam tego robić.. Dopiero za drugim razem kawa wykazała się z lepszej strony. Przytłumiony i lekko gorzkawy napar zawierał w sobie nuty czekolady i lekką kwasowość (zbyt płytką bym mógł określić jej smak). Całość natomiast była delikatnie cielista (mała gęstość/oleistość naparu). Zdecydowanie nie jest to metoda dla tej kawy. Może w innych proporcjach i przy innym mieleniu można by wyciągnąć tu coś ciekawego – także polecam eksperymentować!

Brazylia w AeroPressie

W przypadku przeciskanej pod naporem powietrza kawy, smak i aromat okazał się chyba najlepszy ze wszystkich metod. Przygotowałem 200ml naparu, do czego użyłem 22g kawy i 200g wody (11g kawy/100g wody), zmieliłem je nieco grubiej niż na espresso, a temperatura wody wyniosła około 94 stopnie Celsjusza. Tutaj zastosowałem 20-sekundową preinfuzję, zalewając 35-40g wody i mieszając przez 10 pierwszych sekund. Następnie dolałem resztę wody i jeszcze raz zamieszałem. Przy czasie 1:00 założyłem sitko z filtrem, a od 1:20 do 2:00 przeciskałem napar w umiarkowanym tempie.

W rezultacie wyszedł przyjemny, wysoce cielisty napar z dominującym smakiem orzechów, a także orzeźwiającą kwasowością w tle. Przez wszystko przeplatała się gorzka czekolada, a posmak jaki pozostawiała kawa był kwasowo-cierpki, coś w stronę czarnej porzeczki i orzecha włoskiego. Tutaj nie zalecam pić kawy od razu. Lepiej odczekać kilka/kilkanaście minut, bo dopiero wtedy rozwija ona swoje możliwości.


Ethiopia Sidamo


Drugą testowaną, a zarazem używaną przeze mnie od jakiegoś czasu kawą, jest paczka ziaren z Ethiopii. Również zawiera ona w 100% Arabice, a profil smakowy przedstawia się tak: „Typowy smak afrykańskiej mokki. Subtelny i aksamitny napar wydobywa aromaty owocowo-cytrosowo-kwiatowe z nutami czekolady oraz zrównoważoną kwasowością.” Czy rzeczywiście tak jest? Niestety. Dla mnie jest to lekko przekoloryzowany obraz smaku, choć mój sprzęt nie jest najwyższej półki i na lepszym możliwe byłoby wyciągnięcie nieco więcej okazałości z ziaren.

Swoją drogą ma ona u mnie duży plus – świetnie sprawdza się jako espresso. Kiedyś pracowałem w małej kawiarni i zdarzyła się sytuacja, gdzie właściciel nie zamówił ziaren, więc zostaliśmy z pustym hopperem. Mając do wyboru jedynie Biedronkę, szybko skoczyłem po kawę i zacząłem ustawiać pod nią młynek oraz ekspres. Na szczęście nie była zbyt wymagająca i gładko poszło. Ba, jeden z klientów powiedział, że serwujemy najlepsze espresso we Wrocławiu.. Przyznam – wyszło zbalansowane, lekko kwaskowate, a w całości bardzo przyjemne!

Ethiopia na Dripie V60

Wydawać by się mogło, że ziarna pochodzące z Ethiopi i dripper, to połączenie idealne. Jak wypadły zatem biedronkowe ziarna na tej metodzie parzenia? Wcale nie było źle, jednak profil smakowy nieco odbiegał od tego „etykietowego”. Ilość użytej kawy stanowiła 18g na 300,6g wody o temp. 94 stopni Celsjusza i całość zaparzała się przez 3,5 minuty.

W naparze wyczuwalne były nuty orzechów, ale również charakterystyczne dla afrykańskich ziaren aromaty ziołowe – kojarzone najczęściej z Ethiopią i Kenią. Tutaj również pojawiły się w towarzystwie cytrusów – nieco słodkich. Całość była przyjemnie słodka, o średniej kwasowości, a także wysokiej cielistości. Jak na kawę „marketową” – całkiem miłe zaskoczenie. Co prawda nie można tego porównać ze wspaniałą Ethiopią segmentu specialty, jednak dla kogoś, kto chciałby urozmaicić swój repertuar, będzie to dobry krok w kierunku innych smaków w kawie.

Ethiopia we FrenchPressie

Do tej metody, etiopskie ziarna zmieliłem dość grubo (w takim samym stopniu, jak pozostałe kawy), a doza wyniosła 18g kawy i 300,2g wody w temperaturze 95 stopni Celsjusza. Tym razem już przy pierwszym parzeniu użyłem preinfuzji – nie bez powodu jest tak istotna, ponieważ pomaga pobudzić fragmenty ziarna przed zaparzaniem.

Pierwszym, co dało się poczuć, były ziołowe nuty wzbogacone orzechową słodyczą. Zaraz po nich wyczułem kakaową goryczkę oraz delikatną kwasowość (w stronę cytrusów). Cały napar miał półpełne body, czyli cielistością bardziej przypominał herbatę, niż gęstą kawę, a dodatkowo cieszył zbalansowaną słodyczą. Pojawiło się też trochę przytłumionych, przypominających popiół nut, które wystąpiły na wskutek zbyt ciemnego wypalenia ziaren i wysokiej karmelizacji cukrów, w nich zawartych. Nie jest to zbyt dobra metoda dla tej kawy.

Ehtiopia w AeroPressie

Jako ostatni, do zaparzenia użyty został AeroPress. Proporcje zastosowane do przygotowania, to 22,1g kawy i 200,6g wody (lekkie odchylenia zdarzają się i nie jest to nic złego – ciężko odchylić rękę z dzbankiem w idealnym momencie, a tak małe odchyły nie wpływają na smak naparu). 20 sekund preinfuzji, zalanie do pełna oraz przeciskanie od 1:20 do 2:00 dało wysoką cielistość.

Smak był całkiem słodki, o niskim poziomie goryczki, która przypominała gorzką czekoladę na pograniczu z kakao. Całość idealnie balansowała się z kwasowością, dzięki czemu kawa była bardziej żywa niż przy French Pressie. Co prawda wciąż nie jest to ideał, ani górnolotne ziarna, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć – Ethiopia w Aero wypada całkiem przyzwoicie i nawet mi posmakowała. Więc jeśli szukacie dla tych ziaren najlepszej metody, koniecznie spróbujcie przygotować z niej wycisk!


Indie Baba Budan Giri


Pierwsza z limitowanych kaw, którą udało mi się dorwać był właśnie Indie. Byłem przekonany, że będzie to mieszanka z robustą, ponieważ opisywana jest jako: „cechująca się lekko korzennym aromatem o czekoladowym zabarwieniu. Wyczuwalna gorycz jest charakterystyczna dla ziaren pochodzących z regionu Baba Budan Giri”. Jednak paczka zawiera w sobie 100% Arabiki – kawy z rejonu Indii cechują się aromatami przypraw, jednak robusta również zdarza się smakować korzennie, lecz częściej ziemiście.

Już po otwarciu paczki moje nozdrza wypełnił cudowny zapach, przywodzący na myśl świąteczne pierniczki. Naprawdę, coś wspaniałego! W tym momencie domyślałem się, że Indie mogą mnie pozytywnie zaskoczyć. No i nie myliłem się. Jako espresso sprawdzają się rewelacyjnie, a dopełnienie spienionym mlekiem daje w rezultacie słodką, intensywną w smaku kawę o wysokiej słodyczy i przyjemnej goryczce, ze znikomą kwasowością. Jednak nie o espresso będę tu pisać, a o innych metodach.

Indie w Dripie V60

Zaczynając od dripa, przetestowałem indyjskie ziarna na trzech metodach alternatywnych. W tym przypadku użyłem 18,1g kawy i 300g wody w temperaturze 95 stopni Celsjusza. Całość zaparzyłem przez 3,5 minuty zaczynając od 30-sekundowej preinfuzji. Zapachy rozchodziły się tak pyszne, że nie mogłem się doczekać, aby spróbować naparu. Czy był on dobry?

Ba! Nie spodziewałem się takich efektów przy kawie z marketu. Indie Baba Budan Giri z Biedronki robią świetną robotę na dripie – już na pierwszy rzut wydobywają z siebie aromat cynamony, kakao i orzeszków ziemnych. Całość ma pełne body, umiarkowaną gorycz i kwasowość, a zarazem niską, choć przyjemną słodycz. Pachnie tak dobrze, jak smakuje, więc ziarna mają u mnie plus za zaskakująco dobrą kawę. Mimo ich ciemnego wypalenia! Zdecydowanie polecam fanom intensywnych, a zarazem łagodnych smaków!

Indie we French Pressie

Obawiałem się, że w naczyniu z tłokiem kawa z Indii ukaże się z nieco gorszej strony. To dlatego, że długi czas parzenia wydobywa dość wysoką gorycz z ziaren, a mój młynek ma już lekko zużyte żarna, co powoduje niedokładny przemiał (a więc drobniej zmielona kawa po prostu się szybciej zaparza i wydobywa więcej kofeiny, na co biorę poprawkę). Użyłem 18g kawy i 301g wody o temp. 95 stopni Celsjusza. Całość parzyłem przez 4 minuty włącznie z 30-sekundową preinfuzją.

Na szczęście nie było źle. Ale również nie było rewelacyjnie. Kawa smakowała ziemisto-korzennie (przywodziła lekko na myśl Robustę) i zawierała znikomą kwasowość. Natomiast posiadała pełne, przyjemnie wypełniające usta body (cielistość) i dawała posmak orzeszków ziemnych z kakao. Nie zaskoczyła niczym szczególny – powiedział bym, że była po prostu ok. Zatem, jeśli nie szukasz niczego specjalnego w kawie, to ta sprawdzi się we French Pressie znakomicie. I nie będzie kwaśna, a całkiem znośna do picia!

Indie w AeroPressie

Może i Indie z Biedronki dobrze wypadły w poprzedniej metodzie, natomiast tutaj wydobyły z siebie nieco więcej ciężkich aromatów – jakby zupełnie na odwrót, jeśli chodzi o French Press i AeroPress. Choć wciąż było to zdatne do picia! Przy 22,1g kawy i 202,9g wody (tutaj trochę się machnąłem.. ale to wciąż dopuszczalne odchylenie!) zaparzyłem całość w 2 minuty. Po czym oczywiście skosztowałem, jednak dałem kawie lekko ostygnąć – pita od razu nie wydobywa z siebie tylu aromatów.

Kojarzycie przypalonego z lekka piernika, kiedy postał ciut za długo w piekarniku przed świętami? Właśnie takie było pierwsze wrażenie – wciąż korzennie, jednak lekko gorzkawo. Ziemisto-korzenne nuty zagłuszyły całą kwasowość i uderzyły zarówno w nozdrza, jak i kubki smakowe. Cielisty napar wydobył również z siebie smak prażonych orzechów i karmel, a wydawać by się mogło, że zapowiadał się gorzej. Zdecydowany, ciężki smak o poranku mógłby wspomóc budzik, jako lepsze rozbudzenie! Jednak osobiście, nie wrócę już raczej do tej metody – zdecydowanie wolę Indie z Biedronki w wersji z ekspresu!


Honduras


Ziarna z Hondurasy w wydaniu Biedronki, to 100% Arabica, która według danych na etykiecie, uprawiana była w wysoko położonych plantacjach (Strictly High Grown), jest zarazem kawą z najkrótszym opisem smaku. Określona jest bowiem jednym zdaniem: „Kawa charakteryzuje się delikatną cytrusową kwaskowatością, z akcentem kwiatowych aromatów”. Brzmi bajecznie, prawda? Przekonajmy się, czy rzeczywiście tak kolorowo to wygląda.

Już na wstępie można by mieć obawy co do słuszności opisu, ponieważ ziarna są dość mocno wypalone, co prawdopodobnie zabiło część kwiatowych aromatów. Ze wszystkich rodzajów kaw w Biedronce, ta zaintrygowała mnie najbardziej – spodziewałem się po niej różnych ciekawych niuansów.

Honduras na Dripie V60

Standardowo, na początek przygotowałem ją w przelewie – stosując dokładnie te same proporcje, co w poprzednich kawach. Kawa w ilości 18,1g, a woda – 300,2g o temperaturze 95 stopni Celsjusza (sugerowałbym co prawda mniej przy Hondurasie jakości specialty/premium, jednak kawa średnio-ciemno palona mogłaby wyjść zbyt nijaka przy niskiej temperaturze). Czas parzenia wyniósł 3,5 minuty, a po przelaniu kawy do kubka odczekałem dodatkowe 4-5 minut aby napar był w przyjaznej do picia temperaturze.

Bardziej niż kwiatami i cytrusami, kawa smakowała czekoladą i orzechami (są to jednak nuty powstałe na skutek karmelizacji cukrów, która dodaje ziarnom właśnie takich aromatów), a gdzieś tam daleko w tle można było poczuć delikatny posmak cytrusowo-kwiatowy. Nie był on jednak bardzo wyczuwalny, pojawiał się bardziej w aftertaste (posmaku) niż przy siorbnięciu (tak, kawę się siorbię, aby równomiernie rozprowadzić ją po całej jamie ustnej, dzięki czemu można poczuć pełnię zawartych w niej aromatów). Całość miała pełne, cieliste body, była delikatna w smaku, a kwasowość występowała ni niskim, zbalansowanym poziomie. Nie jest to najlepsza odsłona tego Hondurasu, jednak jest całkiem przyjemna w piciu.

Honduras we French Pressie

Pierwsze pytanie, jakie nasunęło mi się na myśl przy French Pressie – Czy to nie zabije całości smaku, poprzez gorzkawe nuty? Użyłem 18g kawy i 302,4g wody, a całość parzyłem 4 minuty. Odczekałem kilka minut przed pierwszym spróbowaniem, jednak powąchałem od razu po przelaniu. Zapowiadała się całkiem inaczej, niż o niej pomyślałem…

Goryczki prawie w ogóle nie było, natomiast już pry pierwszym łyku poczułem dość wysoką, a zarazem przyjemną kwasowość o smaku cytrusów. Bardziej w stronę limonki, niż cytryny. Wyczuwalne również były orzechy, a kwiaty dalej chowały się gdzieś daleko za pozostałością. Czy powróciłbym do tej metody przy użyciu Hondurasu? Niekoniecznie, bo ma on lepsze zastosowanie!

Honduras w AeroPressie

To jest to, czego ziarna z Hondurasu potrzebują – porządnego wycisku! Zdecydowanie sprawdziły się dobrze przy tej metodzie. Kawy użyłem 22,1g natomiast wody 202,1g (tutaj też lekko się przelało, ale wciąż w normie). Natomiast przeciskanie poszło mi nieco szybciej i już w 1:55 miałem gotowy napar.

Czekolada z orzechami, to pierwsze wrażenie, jakie przyszło na myśl. Jednak już po chwili pojawiła się wysoka, orzeźwiająca kwasowość limonki, która w posmaku wydobywała kwiatowe nuty (wciąż zbyt słabe, jednak najbardziej wyczuwalne ze wszystkich metod parzenia), ale to nie wszystko. Wyczuwalne były również nuty truskawek, co nadało przyjemnej słodyczy – mimo średniej jakości kawa była przyjemnie dobra. To właśnie AeroPress polecał bym jako najczęstszą metodą przygotowania Hondurasu z Biedronki. Oczywiście to nie wyklucza eksperymentowania!


Kawy z Biedronki – opinie i podsumowanie


Mimo niesławy kaw marketowych, jestem zadowolony, że świadomość zarówno sprzedawcy, jak i klienta stale rośnie. Nastawienie na jakość produktu również nabiera tempa, dzięki czemu mamy właśnie dedykowane kawy marki Biedronka. Są to nieco lepsze ziarna od powszechnie dostępnych, znanych marek. Co prawda stopień palenia mógłby być nieco jaśniejszy, jednak wtedy musiałyby powstać dwie serie – pod filtry i pod espresso, a tak mamy do czynienia z „ogólnym” wypaleniem.

Jeśli chodzi o jakość co do ceny, to ten współczynnik jest naprawdę przystępny dla osób, które szukają nieco lepszej kawy, ale nie chcą wkraczać w świat baristyki i segmentów premium oraz specialty (w tym ostatnim kawy bywają naprawdę drogie.. Ale za to są najwyższej jakości). Sam kupuję Brazylię do mieszkania, żeby przyrządzać z niej espresso. Często można również natrafić na promocje, gdzie właśnie Brazylia i Ethiopia kosztują jeszcze taniej. Czekam natomiast na kolejne odsłony ziaren, które prawdopodobnie pojawią się na święta, a gdy tylko będą dostępne, to poszerzę artykuł o kolejne wydania!

Podsumowując – Brazylia i Indie najlepiej wypadają w formie espresso dzięki swojej intensywności i zbalansowanej słodyczy. Honduras potrzebuje AeroPressu by wydobyć z siebie jak najlepsze nuty, tak samo jak Ethiopia, która sprawdzi się również w kwaskowatym espresso. Kto wie, może z biegiem czasu więcej marketów zacznie stawiać na swoje marki dobrej jakości kaw? Nim to jednak nastąpi, polecam zaopatrywać się w palarniach, jeśli chcemy przerzucać się na coraz to wyższą jakość ziaren. Jednak wybór kaw z Biedronki, będzie dobrym startem w świat kawy, tak na sam początek.

Jeśli mieliście jakąś styczność z tymi kawami i macie swoje spostrzeżenia, to chętnie przeczytam o tym w Waszych komentarzach!

6 komentarzy do “Kawowe recenzje #13 – Kawa z Biedronki”

    1. Cieszę się, że recenzja się spodobała i również dziękuję za pozytywną opinię! 😊 Jeśli chodzi o kawiarkę, to już niedługo pojawi się aktualizacja wpisu, ponieważ przy testowaniu jeszcze jej nie posiadałem. 😁

      Pozdrawiam!

  1. Warto dodać jeszcze,że te kawy robi dla biedronki Mokate. Kupiłem właśnie Etiopie. To prawdopodobnie to samo co Marila Coffee Ethiopia na stronie Mokate. Dopiero zaczynam zabawę z kawą. Zacząłem od kilku rodzajów speciality. Później dla porównania kupiłem Lidlową Bellarom Barista Brazil a teraz tą Biedronkową. Ogólnie są one o około połowę tańsze niż speciality, ale według mnie nie połowę gorsze i stosunek jakość/cena wypada bardzo dobrze. Mają trochę mniej aromatu niż kawy z najwyższej półki, ale przepaści nie ma.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.