Blog o kawie – Początki kawowej przygody I

Cześć!

Jestem Dominik, mam 23 lata i mieszkam aktualnie we Wrocławiu. Moją pasją jest kawa, którą kocham w prawie każdej postaci (poza tą rozpuszczalną i tradycyjną „siekierą” parzoną w proporcjach 1:1 z wodą, w szklance.. brr). Na co dzień pracuję w kawiarni, a w wolnym czasie czytam książki żeby się rozwijać, ćwiczę oraz prowadzę swój kawowy świat eksperymentów. Moim marzeniem jest stworzenie własnego menu z autorskimi kawami, które kiedyś zagości w mojej planowanej kawiarni…

Dlaczego blog o kawie?

Poza czytaniem, robieniem kawy i dbaniem o formę uwielbiam pisać. Kiedyś moim marzeniem było napisanie własnej książki fantasy (udało mi się stworzyć kilkadziesiąt stron, ale zapał prysł). Teraz, głęboko uśpiona, wena twórcza ożyła i domaga się zrealizowania, stąd pomysł na.

„Bukiet kwiatów”

Kawę można oglądać, można pić, lecz jak najbardziej można też o niej pisać. Jak tu nie pisać o czymś tak wspaniałym? Łącząc moje zamiłowanie pisarskie wraz z moją kawową pasją zrodził się pomysł na blog o kawie, gdzie oprócz przepisów na autorskie kawy znajdzie się również mnóstwo opisów i historii z nimi związanych.

Do kogo jest skierowany?

Nie mam żadnych ograniczeń w gronie osób, do których kieruję ten blog. Coś dla siebie znajdzie tu zarówno pasjonat kawy, jak i laik. Swoim blogiem, a także pracą i działalnością w social mediach chciałbym zachęcić jak najwięcej osób do nieco innego podejścia do kawy. Zainspirować wschodzących baristów, jak i ludzi, którzy lubią pić kawę nie pracując z nią. Jeśli więc lubisz kawę w każdej postaci, albo chcesz się do niej przekonać – to miejsce jest właśnie dla Ciebie! Poznasz przepisy na niecodzienne połączenia smakowe, ciekawe kompozycje i zaskakujące wariacje.

Wchodzisz w to?

„Łabędzie”

A więc zaczynajmy!

Większość z nas pije kawę regularnie, sporadycznie, albo choć raz w życiu jej próbowało. Ma ona wiele walorów smakowych – od tych znanych każdemu (smak palonej, zgorzkniałej kawy, czasami o lekkim posmaku karmelu, niekiedy mleczna) po te, które w minimalnym stopniu kojarzą nam się z tym, co pijemy na co dzień (czekolada, orzechy, Burbon, owoce cytrusowe, itd.. Tak – kawa może tak smakować!). Pijemy ją w domach o poranku, przed wyjściem do pracy, szkoły czy na uczelnię. Pijemy ją idąc w gości do znajomych, w przerwach, na mieście, w podróży. Towarzyszy nam przez całe życie, pobudza, niekiedy uspokaja i relaksuje. Dla niektórych jest jak tlen, a czasami możemy nawet usłyszeć: „Nie mów do mnie nic, póki nie wypiję kawy” (niekiedy zdarza się to i w moim przypadku..).


Wiele dzieci, które widzi bliższą lub dalszą rodzinę pijącą kawę na spotkaniach rodzinnych też chciałoby jej spróbować. Usilnie próbują przekonać rodziców, żeby dali im „łyczka”, a niekiedy same kombinują jak by tu ją podpić… Z perspektywy czasu wydaje się to bardzo zabawne, gdy zdam sobie sprawę, że sam byłem takim dzieckiem. Przez myśl by mi wtedy nie przeszło, że tak może ona zmieni moje życie. Jako dziecko, będąc ciekawskim, próbowałem podpijać kawę rodzicom, kupować wszystkim znane „Cappuccino” do rozrobienia z wodą, aż w końcu zacząłem pić normalną kawę, będąc już w późniejszych klasach gimnazjum.
Z biegiem czasu posmakowała mi na tyle, żeby zamawiać ją w kawiarniach, cukierniach i innych tego typu miejscach – nie wyobrażałem sobie życia bez niej. Jednak na zwykłej konsumpcji się nie zakończyło…


Początki przygody z kawą.

Gdy rodzice kupili pierwszy ekspres ciśnieniowy do domu byłem ucieszony. Mogłem bawić się w przyrządzanie kawy tak, jak to robili w kawiarniach bariści. Z tym wyjątkiem, że na mało profesjonalnym ekspresie, ale nie przeszkadzało mi to. Bawiłem się świetnie wsypując kawę do kolby, wpinając ją do do ekspresu i wciskając przycisk – to było takie proste! Wtedy o dyszy do spieniania mleka nie miałem jeszcze zielonego pojęcia, wiedziałem tylko, że robi się wtedy fajna pianka, dzięki której można zrobić efektowne latte macchiatto, czy jakieś wzorki na kawie – byłem totalnym żółtodziobem w tej kwestii.

„Kawa na lepszy dzień”

Najpierw kawa, potem mleko.

Oglądanie filmików na YouTube, zdjęć na Instagramie i ocieranie się o temat rysowania mlekiem zafascynował mnie. W momencie gdy nasz pierwszy ekspres uległ usterce, po której nie dało się go naprawić, wróciliśmy do ekspresów przelewowych. Wtedy byłem lekko zniesmaczony nie mając możliwości spróbowania latte art w domu.. Jednak jestem na tyle uparty, że się nie poddałem! Moimi pierwszymi „akcesoriami baristy” był ręczny spieniacz do mleka na baterie i mały, metalowy dzbanuszek. Pierwsze praktyki polegały na podgrzewaniu mleka w dzbanuszku na palniku kuchenki, a potem spienianiu go tym zabawnym urządzeniem (wystarczyło lekkie wygięcie drucika, na którym osadzone było coś w rodzaju trzepaczki, by jego minimalna możliwość spieniania uległa pogorszeniu lub całkowicie zanikła). Dzięki temu minimalistycznemu sprzętowi udało mi się nauczyć tworzenia trójwarstwowego latte macchiato, co zawsze budziło we mnie zachwyt.

A co było dalej? Tego dowiecie się już za tydzień, w drugiej części mojego pierwszego wpisu. Jeśli Wam się podobało, to dajcie znać w komentarzu (nawet jeśli się nie podobało, to też z chęcią się o tym dowiem!). W międzyczasie możecie również zaglądać na Instagram, oraz fanpage na Facebook`u!

Niech kawa będzie z Wami!

5 komentarzy do “Blog o kawie – Początki kawowej przygody I”

  1. …kawa to życie.. życie to kawa..
    moje kawowe smakowanie trwa już z 30 lat..chetnie coś podpatrze i posmakuje..☕🍰..Dominik bardzo ,,smacznie”..

  2. Pingback: Kawowa Przygoda, cz. III – Mów Mi Barista

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.