Bazyliatte – bazyliowe orzeźwienie w kawie!

Tak, dobrze słyszycie o kawie z dodatkiem bazylii! Aromatyczna, delikatna, orzeźwiająca… I to na ciepło. Czego chcieć więcej, jeśli lubimy eksperymenty z kawą?

Po krótkiej autoprezentacji (tak, dla mnie była ona krótka, bo uwielbiam pisać, więc nie dziwcie się gdy wpisy będą bardziej obszerne, niż ubogie!) czas na przejście do meritum, całej kwintesencji mojego kawowego jestestwa na blogu, Instagramie, Twitterze i Facebooke`u – kawowych przepisów! Co w nich takiego niezwykłego? Dla mnie są one owocami mojej pracy, wizjonerstwa i kreatywności. Takimi małymi cegiełkami w murze, który buduje cały świat kawy, którymi chcę się dzielić, jak i zarówno inspirować innych baristów oraz ludzi, którzy z kawą nie mają zbyt wiele wspólnego. Zaczynajmy!

Przed Wami pierwszy z moich przepisów, czyli Bazyliatte – latte przygotowywane na mleku bazyliowo-sojowym, z shotem espresso, a także musem/syropem malinowym. Niebanalna propozycja zarówna na dni zimne, jak i ciepłe – jest orzeźwiająca, przyjemna w smaku i aromatyczna!

  • 180 ml mleka sojowego (tyle było potrzebne do pojemności szklanek w mojej kawiarni, ale możecie regulować zakres od 170 do 200 ml),
  • 3-4 większe liście bazylii,
  • Espresso,
  • 15-20 ml Syropu malinowego lub musu malinowego
  • Średniej wielkości listek bazylii lub podwójny listek z czubka do dekoracji

Przygotowanie:

1. Odmierzamy odpowiednią ilość mleka sojowego i wlewamy do blendera. Dorzucamy listki bazylii po czym całość blendujemy do momentu, gdy bazylia będzie w większości rozdrobniona (nie chcemy przeżuwać potem kawałków liści!).

2. Po przygotowaniu naszego bazyliowego mleka przystępujemy do jego spienienia dyszą ekspresu bądź domowymi sposobami (ręcznym pieniaczem lub French Pressem) tworząc odpowiednią ilość piany.

3. Syrop lub mus malinowy wlewamy na dno wysokiej szklanki do latte, na wysokość mniej więcej
1 – 2cm (w zależności od stopnia słodyczy jaki chcemy uzyskać – ja proponuję wlać nie więcej niż 1,5 cm).

4. Spienione mleko przelewamy do szklanki z syropem/musem tak, aby nie naruszyło ono dolnej warstwy – wlewamy delikatnie po ściance lub po długiej łyżce i odstawiamy na czas przygotowania kawy. W ekspresie lub naszym ulubionym sposobem zaparzamy pojedyncze espresso (dla tych, co lubią intensywną kawę polecam użyć doppio). UWAGA: jeżeli robimy kawę metodą przelewową, w kawiarce lub innym sposobem, który zajmuje więcej czasu – przygotujcie sobie to przed spienieniem mleka, aby nie wystygło ono po przelaniu do szklanki.

5. Po zaparzeniu espresso lekko stukamy szklanką o blat, aby piana i mleko porządnie się rozwarstwiły (chociaż w przypadku tej kawy nie wyjdzie nam idealne, trójwarstwowe macchiatto, przez to, że w mleku pływa sobie bazylia), a następnie wlewamy powoli nasze espresso.

Oczywiście wlewamy do szklanki, a nie rozlewamy jak w tym przypadku…

6. Całość dekorujemy listkiem bazylii, a jeżeli mamy odpowiednio gęstą piankę, to możemy również pokusić się o dekorację syropem!

Uwagi: Dla większej intensywności bazyliowego smaku możemy zaopatrzyć się w syrop bazyliowy od Monina i dorzucić 5ml do porcji mleka.

Zapewne nasuwa Wam się pytanie: „Yyy… kawa z bazylią? Fuu…”. Kilka osób naprawdę tak zareagowało! Jednak po spróbowaniu i przekonaniu się „na własnej skórze” od razu zmienili zdanie. Bazyliatte zaskakuje swoją odmiennością, połączeniem, które wielu z nas uzna za dziwne albo nawet za beznadziejne. Otóż chciałbym wszystkich zachęcić do przygotowania tego napoju i skosztowania go, gdyż może Was nieźle zaskoczyć!

Jednak cofnijmy się na chwilę o krok wstecz. Skąd w ogóle taki pomysł? Była to moja propozycja na weganśką edycję wrocławskiego Urban Coffe Marathonu (którą można było wtedy skosztować w nieistniejącym już lokalu Lili Caffe w Rynku). Chciałem spróbować swoich sił w kreowaniu kawy konkursowej i przez kilka dni nieźle się głowiłem jak tu w ogóle wymyślić kawę, która będzie jednocześnie wegańska i zjawiskowa (sam nie jestem weganem, co było dodatkowym utrudnieniem), a zarazem niebanalna. Po przetestowaniu kilku syropów w połączeniu z napojami mlecznymi (kokos, soja, migdał, itd…) skomponowałem kilka ciekawych smaków. Jednak cappuccino na roślinnym, z dodatkiem syropu smakowego nie rajcowało mnie ani trochę. Zacząłem wtedy myśleć nad jakimiś niecodziennymi połączeniami i przypominając sobie, że w drugim lokalu serwowaliśmy lody bazyliowe z wiśnią olśniło mnie – czemu by nie spróbować tego połączenia w kawie?

„Jedna z pierwszych koncepcji Bazyliatte

Najpierw trzeba było obrać koncepcję jak się do tego zabrać. Stwierdziłem, że najlepiej będzie zblendować mleko z bazylią i potem je spienić. Dla dodatkowej nuty smaku postanowiłem dorzucić jeszcze trochę syropu bazyliowego z Monina, który był słodki i uzupełniaj idealnie całość. Potem trzeba było dobrać moc „kawy w kawie”. Spróbowałem i na pojedynczym i na podwójnym espresso. Wybór padł na to pierwsze z racji tego, że podwójna dawka kawy zabijała smak bazylii, który był wręcz pożądany. Czegoś brakowało… Słodyczy! Jeszcze trochę słodkiego smaku i będzie idealnie – wtedy zacząłem kombinować z dodatkami. Nie miałem syropu wiśniowego, a jedyne co mi przychodziło na myśl, to była malina. Chwilę później wszystko było gotowe. Tak oto powstało Bazyliatte.

Mam nadzieję, że sprosta to oczekiwaniom Waszych kubków smakowych i chętnie sięgniecie po ten przepis więcej niż jeden raz. Ja przynajmniej skorzystam z niego jeszcze kilka razy.

Niech kawa będzie z Wami!

1 komentarz do “Bazyliatte – bazyliowe orzeźwienie w kawie!”

  1. Pingback: Bazyliatte 2.0, czyli odświeżenie eksperymentu kawowego! – Mów Mi Barista

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.